main

Technology

DJI Mavic Air. Mały, ale wariat

04/07/2018 — 0

025F0528-C2FB-4348-9959-5D5D9F9E6ECF.jpeg

Dron, a na co to komu? Dlaczego Mavic Air? Jak wyglądały chwile grozy w Ljubljanie? No i oczywiście, kto wygra mundial w Rosji?

Od ponad dwóch miesięcy jestem w posiadaniu drona DJI Mavic Air. Przez ten czas zdążyłem go poznać i wyrobić sobie na jego temat opinie. Jest to mój pierwszy dron więc nie mam punktu odniesienia, ale standardowo, jak przy zakupie innych urządzeń, zrobiłem gruntowny research więc jakąś wiedzę na temat dronów dostępnych na rynku posiadłem. Jeżeli chodzi o jego użytkowanie to nie obyło się bez przygód. Jakich? Zapraszam do lektury i oczywiście do oglądania materiałów.


Dron? A na co to komu?

Właściwie to od samego początku kiedy drony zaczęły być produkowane na rynek konsumencki na masową skalę, wiedziałem, że prędzej czy później jedno z tych urządzeń trafi w moje ręce. Lubię robić zdjęcia, czasem zdarza się coś nagrać więc kiedy po raz pierwszy zobaczyłem materiały z dronów na YT, byłem nimi oczarowany i bardzo mocno się zajawiłem. Jednym z pierwszym vlogerów, u których zobaczyłem filmy i zdjęcia rejestrowane przez drony był, pewnie wielu osobom znany Casey Neistat (jeżeli ktoś jednak nie zna to bardzo polecam jego kanał). Właściwie to on zmotywował mnie do tego żeby na dobre się nimi zainteresować. Wiedziałem, że latanie dronem oprócz tego, że daje duży fun, otwiera nowe możliwości, a przy tym pobudza kreatywność i gwarantuje dodatkową motywacje do zwiedzania miejsc, o których wcześniej mogłoby się nie pomyśleć. I dokładnie tak się stało. Oglądanie i rejestrowania świata z perspektywy stu czy więcej metrów to zupełnie nowe doświadczenie, które sprawia niesamowitą frajdę. Konsekwencja posiadania drona jest u mnie taka, że zrobiłem sobie mapkę ciekawych miejsc w pobliżu Krakowa, które warto byłoby odwiedzić z tym małym towarzyszem, którą konsekwentnie odhaczam. Nie wspominając o tym, że standardowe wypady wakacyjne będą z nim jeszcze ciekawsze.


Dlaczego Mavic Air?

Krótka piłka- przez prawo i przez rozmiar drona i jedno z drugim się łączy. Prawo w Polsce jest tak skonstruowane, że reguluje przede wszystkim bezzałogowe statki powietrzne, które ważą więcej niż 600 gramów. Żeby latać takim dronem w obszarach zabudowanych musimy posiadać licencje, a cena za jej zrobienie razem ze wszystkimi kosztami (badania lekarskie, obowiązkowe szkolenie i sam egzamin) wynosi ok 4000 zł. Jeżeli ma się więc drona, który waży ponad 600 gramów, a nie ma się licencji to można sobie polatać jedynie nad łąkami, lasami i górami, z dala od miasta. DJI Mavic Pro, którym interesowałem się wcześniej waży 734 gramy więc jeżeli chciałbym nim latać również w obszarach zabudowanych, musiałbym zrobić licencję. Dron ten, w wersji combo (dodatkowe baterie, śmigła itd.) kosztuje ok 5000 zł. Łatwo więc policzyć, że cała inwestycja oscylowałaby w okolicach 10 000 zł. Niemało, i tylko to powodowało, że zwlekałem z jego zakupem. Jakaż radość mnie ogarnęła na początku tego roku, kiedy przeczytałem zapis z konferencji DJI, na której firma zaprezentowała swojego nowego drona- DJI Mavic Air. Jak podano, dron miał ważyć 430 gramy i kosztować w przeliczeniu na złotówki ok 4500 zł. Była to więc końcowa kwota za możliwość latania również w obszarach zabudowanych (pod warunkiem, że nie lata się komercyjnie, wtedy w każdym wypadku licencja jest wymagana). Już wtedy wiedziałem, że ten dron to moje przeznaczenie. Standardowo poczekałem na pierwsze recenzje, które w większości były pozytywne i kiedy zbliżała się majówka zdecydowałem się na zakup.


Gabaryty

Tak jak już wspomniałem Mavic Air waży tylko 430 gramy więc siłą rzeczy jest przy tym bardo mały. Prawdę mówiąc jak wyciągnąłem go z pudełka byłem w lekkim szoku. Ten dron, przed rozłożeniem, powierzchniowo jest nieznacznie większy od iPhona 7 Plus co samo w sobie jest nieco abstrakcyjne. Oczywiście jest dużo grubszy od telefonu, ale to i tak nie umniejsza jego kompaktowości. Jest to bardzo duża zaleta ponieważ do jego transportu wystarczy zwykły, miejski plecak, a po włożeniu do niego całego kompletu czyli drona, pilota, baterii i ładowarki, zostanie w nim bardzo dużo miejsca na inne rzeczy. Do standardowych rozmiarów plecaka jestem w stanie zapakować więc oprócz wspomnianego zestawu z dronem, iPada lub Macbooka Air, aparat, powerbank, kable do ładowarek i zostaje miejsca na na wodę i jedzenie. Tak mały rozmiar udało się osiągnąć między innymi przez składane ramiona, co DJI wprowadziło po raz pierwszy w modelu Mavic Pro. Dla przeciętnego Kowalskiego jest to tak zwany game changer ponieważ drona można teraz zabrać przy okazji lub na wszelki wypadek. Pierwsze drony produkowane na masową skalę były tak duże i ciężkie, że do jego transportu potrzebny był specjalny plecak sporych rozmiarów. W takich okolicznościach ewentualne planowanie wycieczki musiało się odbywać niejako pod niego i często mogło wymuszać kompromis pod tytułem „z czego zrezygnować na rzecz drona?”. Przykładowo, podczas majówki Mavic Air był zawsze w moim plecaku, przed wyjściem nie musiałem zastanawiać się czy będzie mi potrzebny czy nie. Kiedy wpadliśmy na jakiś spot, który warto byłoby zdronować po prostu go wyciągałem. Gdybym miał Phantoma, przed każdym wyjściem miałbym zagwozdkę – brać drona czy aparat? Jak wezmę drona to po pierwsze będzie mi przeszkadzał jego rozmiar, a po drugie nie wezmę już nic więcej. Gdybym już się zdecydował na któryś wariant, to na pewno byłyby takie przypadki, że żałowałbym, że jednak wybrałem ten, a nie inny sprzęt. Tak więc rozmiar tego drona wiele ułatwia i był jednym z kluczowych czynników przez który się na niego zdecydowałem.


Zestaw

Zdecydowanie polecam zakup zestawu Combo, w którym oprócz drona znajdziemy 3 baterie, które pozwolą sumarycznie na ok godzinę lotu, hub ładujący, pilot, 6 par śmigieł, osłony na nie, komplet okablowania do pilota (Lightning, micro USB, USB C), futerał i nawet torbę podróżną na ramię. Wartym uwagi jest hub ładujący, który pozwala na ładowanie 3 baterii naraz, a oprócz tego posiada 2 dodatkowe wejścia USB dzięki czemu z jednego gniazdka możemy naładować baterie oraz np telefon i power bank w tym samym czasie. Na wyjazdach takie rozwiązanie jest bezcenne.


Specyfikacja

Małe rozmiary drona nie przeszkodziły DJI upchnąć w nim zaawansowanych komponentów, które pozwalają na rejestrowanie rzeczywistości w wysokiej jakości. Jeżeli chodzi o zdjęcia to kamera posiada 12-megapikselowy sensor i optykę f2.8 o długości ogniskowej odpowiadającej 35mm. Filmy możemy kręcić w rozdzielczości 4k, w 30 klatkach o szybkości transmisji danych 100 Mb/s. Jest również opcja slow motion w 120 klatkach i rozdzielczości 1080p. Sama kamera usytuowana jest na 3-osiowym gimbalu, dzięki któremu jest ona mniej narażona na wibracje podczas lotu. Ponadto oprócz oczywistej możliwości użycia kart Micro SD, dron posiada pamięć wewnętrzną równą 8GB. Według producenta jedna bateria powinna wystarczyć nam na ok 21 minut lotu. W praktyce wygląda to oczywiście różnie w zależności od warunków atmosferycznych czy prędkości lotu. Co do prędkości to w trybie sport, dron jest w stanie latać nawet 68 km/h. Całkiem zabawnie wygląda jak ten komar tnie powietrze z taką prędkością emitując przy tym dźwięk niczym kosiarka na dopalaczach.


Zdjęcia

Specyfikacja, specyfikacją, ale jak wygląda to w praktyce? Jeżeli chodzi o zdjęcia w dobrych warunkach oświetleniowych to jest bardzo dobrze. Zdjęcia są ostre i bogate w detale. Co istotne Mavic Air może robić zdjęcia w formacie raw, które zapisują zdecydowanie więcej danych niż jpg, dzięki czemu możemy wycisnąć z nich więcej w postprodukcji. Obok rozmiarów, był to kolejny kluczowy czynnik przez który zdecydowałem się akurat na tego drona. Sprawa jest nieco bardziej skomplikowana kiedy fotografujemy wieczorem lub w nocy. Zdarza mi się, że mimo ustawionych niskich czułości ISO (100,200) po zgraniu zdjęć, widać na nich szumy i ziarno. Trochę dziwne jest to, że ziarno pojawia się w takich ustawieniach. Z mojej wiedzy i doświadczenia wynika, że szumy powinny pojawiać się przy wysokim ISO, a jeżeli ustawione jest zbyt niskie to zdjęcie robi się po prostu ciemne i wymaga od nas ustawienia wyższego ISO lub dłuższego naświetlania. Co również zastanawiające nie ma w tym konsekwencji, czasem w tym samym miejscu, z tymi samymi ustawieniami wychodzą mi dwa różne zdjęcia. Konkluzja jest więc taka, że dron jest w stanie zrobić dobre zdjęcie nawet w nocy, ale albo trzeba dostosować idealnie ustawienia albo co wynika z mojej obserwacji występuję tu jakiś czynnik losowy, który być może wynika z oprogramowania więc DJI powinien się temu przyjrzeć. Zaznaczam jednak, że problem ten występuję tylko przy złym oświetleniu. Jeżeli chodzi o używalne ISO to dla mnie jest to okolica 500. Kiedy jeszcze o tym nie widziałem, zrobiłem całą serię zdjęć nocnych w Hallstatt z ustawionym ISO na poziomie 800, które na podglądzie wyglądały na używalne. Niestety okazało się, że żadne z nich nie nadaję się do publikacji chociażby w Instagramie przez bardzo duże szumy i niską jakość.

Dobre światło, dobra jakość:

 

Słabe lub średnie światło, dobra jakość (ISO 100,200):

 

Słabe światło, widać lekkie szumy na zoomie (ISO 100,200)

 

Złe światło i ISO 800, widać wyraźne szumy:

 


Video

Nie nazwałbym się specjalistą od video i jestem na tym polu zdecydowanie mniej doświadczony niż w kontekście zdjęć. Jednak z perspektywy amatora mogę stwierdzić, że obraz rejestrowany przez Mavica Air to wysoka półka. Byłem pod wrażeniem kiedy zobaczyłem pierwszy zarejestrowany film. Obraz jest bardzo ostry i kolory wyglądają świetnie nawet bez żadnego ingerowania w materiał. Każdy komu się nim pochwalę, podziela mój entuzjazm, a koleżanka z pracy stwierdziła nawet, że wygląda on jak wyjęty z programu Discovery. Pozostaje tylko zastanowić się w jaki sposób mogę wykorzystać taki potencjał.

Poniżej zmontowany przeze mnie materiał. Zaznaczam, że nie jestem (jeszcze) pro montażystą, a ten film jest bodajże drugi w mojej karierze. Specjalnie nie ingerowałem w kolory, można więc powiedzieć, że jest to surowy materiał w domyślnym trybie, prosto z drona (włączcie najwyższą jakość).

 


KONTROLER I APLIKACJA

W tym miejscu miałem zacząć opisywać pilot, ale chyba lepiej będzie jak najpierw go po prostu pokażę. Pilot wygląda tak:

Nie jest ani lekki, ani ciężki więc dobrze leży w dłoniach. Najważniejszym jego elementem są gałki, którymi sterujemy dronem i które swoją drogą są wykręcane, tak żeby sam kontroler zajmował mniej miejsca podczas transportu. To co na zdjęciu wygląda jak nogi, tak naprawdę nogami nie są. Są to uchwyty na telefon, który wraz z aplikacją DJI jest niezbędny do latania. Telefon służy nam do podglądu obrazu oraz jako centrum sterowania. Wpinamy go dodatkowo za pomocą kabla i to na nim ustawiamy większość parametrów. Wracając do kontrolera, te wystające rogi to oczywiście anteny, które również są składane. Pilot jest też wyposażony w najważniejsze przyciski funkcyjne. Znajdziemy więc na nim przycisk do robienia zdjęć, który usytuowany jest pod palcem wskazującym prawej dłoni, a po drugiej stronie jest analogiczny przycisk do nagrywania video. Jest też przycisk służący do rozpoczęcia procesu lądowania oraz bardzo ważna rolka, za pomocą której zmieniamy kąty widzenia kamery. Te świecące kropki informują nas natomiast o poziomie naładowania kontrolera. Brakuje w nim trochę własnego wyświetlacza, który mógłby wyświetlać część informacji dotyczących lotu, tak żeby zaoszczędzić nieco miejsca w aplikacji.

Co do aplikacji to wygląda ona tak:

Na pierwszy rzut oka może się wydawać nieco chaotyczna, ale ze względu na ilość potrzebnych informacji ciężko było to ograć w inny sposób. Mamy więc na niej wszystkie niezbędne dane dotyczące lotu takie jak stan baterii, stan sygnału GPS i Wi-Fi, prędkość z jaką dron aktualnie się porusza, wysokość na jakiej się znajduję itd. Z poziomu aplikacji możemy ustawić manualnie parametry w jakich dron będzie robić zdjęcia czy kręcić video. Dodatkowych ustawień jest bardzo dużo więc nie ma sensu żebym je teraz opisywał, jeżeli ktoś przed zakupem chciałby poczytać o wszystkich technicznych kwestiach to w internecie dostępne są manuale do tego drona. Jeżeli chodzi o stabilność aplikacji to nie miałem z nią problemów, wyłączając te które wynikają z łączności o czym piszę poniżej.


Łączność

Jest to kwestia, która jest najcześciej poruszana w grupach i na forach dyskusyjnych związanych z tym dronem i wywołuje najwięcej wątpliwości. Mavic Air łączy się z pilotem za pomocą sygnału Wi-Fi. Syganł ten jest podatny na zakłócenia więc pojawiają się problemy kiedy latamy w obszarach zabudowanych gdzie natężenie innych sygnałów jest wysokie. Problem jest na tyle duży, że na początku zastanawiałem się czy aby mój dron nie jest wadliwy. Bywały sytuacje kiedy traciłem z nim łączność po odleceniu na odległość 100 metrów. Na szczęście istnieje sposób na zwiększenie mocy sygnału. Żeby jak najlepiej to wyjaśnić niezbędna będzie odrobina teorii. Tak jak już wcześniej wspomniałem, latanie dronem jest regulowane prawnie. Oprócz tego, że prawo mówi o tym jakich gabarytów drona możemy używać w danym miejscu i kiedy potrzebna jest licencja, wymusza również na producentach dronów dostosowanie siły sygnału w zależności od tego w jakim miejscu się znajdujemy i jaki certyfikat jest w tym miejscu obowiązujący. W Europie mamy więc CE (Conformite Europeene), a w stanach FCC (Federal Comunications Commisions), które regulują te zakresy. Tak się składa, że normy europejskie pozwalają na silę sygnału mniejszą dwukrotnie niż te ze stanów. W teorii jeżeli chodzi o dystans jest to 2000 metrów w Europie i 4000 metrów w USA. Co ma na to wpływ? Zapewne bezpieczeństwo. Ktoś kto wymyślał te przepisy w Europie uznał, że nie potrzebujemy tak dużej mocy do latania dronem. Jako, że DJI wypuszcza drony na cały świat, musiał softwerowo poradzić sobie z rozróżnieniem siły sygnału. Tym samym aplikacja DJI, która korzysta z GPS, wiedząc w którym miejscu jesteśmy dostosowuje syganł do obowiązujących norm. Jeżeli latamy więc w Krakowie, latamy według CE, a jeśli tego samego drona odpalimy w Los Angeles, będziemy latać według FCC. Pewnie już się domyślacie jakie jest wyjście z tej sytuacji. Istnieją aplikację, które pozwalają zfejkować nasze położenie dzięki czemu nasz telefon, a co za tym idzie, aplikacja DJI myśli, że jesteśmy w innym miejscu, które możemy ustawić. Jedną z takich aplikacji jest Floater na Androida. Wybieramy w niej coś z amerykańskiej szerokości i długości geograficznej, odpalamy aplikacje DJI, która informuje nas, że zmieniliśmy lokalizację więc będziemy latać zgonie z tutejszymi normami, akceptujemy i gotowe (na YT jest dużo filmów instruktażowych jak zrobić to krok po kroku). Dron od teraz będzie latał według FCC czyli z dwukrotnie silniejszym sygnałem. DJI ułatwia nam cały proces ponieważ lokalizacje ustawiamy jednorazowo. Tak jak wspomniałem apka DJI informuje nas, że zmieniliśmy położenie od ostatniego dronowania, ale nie wymusza od nas akceptacji tego komunikatu. Za każdym następnym razem kiedy odpalamy drona wciskamy więc w tym oknie cancel i cały czas latamy według FCC. Warto jednak mieć na uwadze, że z każdą kolejną aktualizacją aplikacji, DJI może to zmienić i nie pytać nas o zgodę, a zmieniać sygnał automatycznie, zgodnie z naszą lokalizacją. Póki co jest jednak dla nas droniarzy z Europy łaskawe ponieważ zapewne doskonale zdaje sobie sprawę z tych praktyk. Czy warto to zrobić? Zdecydowanie tak. Moje zasięgi, szczególnie w mieście poprawiły się kilkukrotnie. W miejscach gdzie traciłem sygnał w okolicach 100 czy 200 metrów, mogę teraz spokojnie odlecieć na 500m, co w mieście, w wielu przypadkach jest wystarczającym dystansem. Któregoś dnia pojechałem z dronem do Tyńca, gdzie między innymi chciałem sprawdzić jaki będzie maksymalny zasięg Mavica Air z dala od zakłóceń. Spokojnie odleciałem na 2500 metrów. Mogłem odlecieć jeszcze dalej, ale zdecydowałem się wracać ze względu na względnie niski już poziom baterii i niepewne warunki atmosferyczne w postaci dość silnego wiatru. Swoją drogą byłem przekonany, że dron wróci do mnie bezproblemowo. Jak się okazało, wiatr wiał wtedy w przeciwnym do lotu kierunku i był na tyle silny, że Mavic Air poruszał się bardzo wolno, dużo wolniej niż jak leciał w przeciwną stronę. Koniec końców, po litanii jaką odmówiłem, dron wylądował kiedy wskaźnik pokazywał 3% na baterii. Jak widać latając dronem trzeba być przygotowanym na wszystko i najlepiej nie czekać z procesem lądowania na ostatnią chwilę.

Drama w Ljubljanie

Co do CE to uważam, że latanie w miastach według tych norm nie ma sensu, co potwierdzają moje przygody podczas majówki kiedy nie wiedziałem jeszcze czym one są. Chciałem odpalić drona w okolicach rynku Ljubljany, a ten nie był w stanie wylecieć na wysokość 10 metrów. Wylądowałem więc i oddaliłem się od rynku. Spróbowałem jeszcze raz z innego miejsca. Dron wyleciał na jakieś 15 metrów i zaczął wariować. Straciłem z nim łączność kiedy ten był nad którymś ze słoweńskich budynków. Bałem się, że zacznie na nim lądować, ale słyszałem tylko oddalający się świergot śmigieł, który po chwili ustał całkowicie. Spanikowany, nie wiedziałem za bardzo co robić, zacząłem więc błąkać się w okolicach rynku z pilotem w ręku, mając nadzieje, że odzyskam sygnał i obraz pojawi się na ekranie co pozwoli mi go zlokalizować. Kiedy po około 10 minutach zacząłem tracić nadzieje i wyobrażać sobie najgorsze, ku mojej radości ekran rozświetlił się i… moim oczom ukazali się Słowianie, którzy wpatrywali się w drona w nieznanej dla mnie lokalizacji. Na szczęście aplikacja DJI wyświetla również mapę z zaznaczonym dronem. Poszedłem więc w wyznaczone miejsce i był, zawieszony na wysokości ok 1 metra, czekający na mnie i otoczony przez grupkę kilku osób, którzy pewnie zastanawiali się co on tu robi i gdzie jest właściciel. Co dziwne okazało się, że było to dokładnie to samo miejsce, z którego wylatywałem poprzedni raz. Dron najwyraźniej (najprawdopodobniej z powodu dużych zakłóceń) nie oznaczył „Home Landing” w punkcie gdzie wylatywał (co robi za każdym razem podczas startu) i nie wiedząc dlaczego skorzystał z poprzedniej lokalizacji. Z lekkim zmieszaniem i jednocześnie radością, zakończyłem proces lądowania i spakowałem drona z myślą, że chyba już nie będę go odpalał w tym mieście. Kolejny raz podczas wycieczki z Mavica Air skorzystałem w Budapeszcie, gdzie było trochę lepiej i obeszło się bez podobnych przygód. Zapewne przez zdecydowanie mniejsze zagęszczenie budynków w miejscu gdzie go odpalałem bo było to zaraz koło Dunaju, w miejscu z którego chciałem sfotografować Parlament. Dron wyleciał na ok 200 metrów i zaczęły się zakłócenia, ale sygnału nie straciłem. Nie próbowałem już zwiększać dystansu więc tym razem obeszło się bez większych przygód.

Zdecydowanie nie byłem zadowolony z jakości połączenia w miastach. Loty nie były komfortowe, cały proces był zarówno irytujący jak i zważywszy na to, że nie jest to w końcu tania zabawka, stresujący. Zmotywowało mnie to do poszukania informacji na ten temat i jak się okazało nie byłem w tym przypadku odosobniony.  Zanim przestawiłem drona na FCC  zdążyłem nawet napisać do DJI i zastanawiałem się czy go do nich nie wysłać żeby sprawdzili czy na pewno wszystko jest z nim ok. Po zmianie sygnału, komfort jest jednak zdecydowanie większy. Jednak cały czas jest to Wi-Fi więc problemy się zdarzają, ale na dużo większych dystansach niż wcześniej i ma się po prostu większą kontrolę, a co za tym idzie pewność podczas lotu. Jeżeli jednak dla kogoś priorytetem jest stabilność i siła sygnału to polecałbym spojrzeć w stronę Mavica Pro, który korzysta z innej technologii.


Bezpieczeństwo

Mimo, że tak jak już wspominałem większość prawa reguluje przede wszystkim drony cięższe niż 600 gramów to oczywiście nie jest tak, że Maviciem Air możemy latać wszędzie i na każdych warunkach. Co prawda możemy bez licencji latać nim w obszarach zabudowanych, ale zasady lotów mieście są ściśle określone dla każdego bezzałogowego statku powietrznego. Są obszary na których jest bezwzględny zakaz lotów jak okolice lotnisk czy stadionów. Większość miasta jest jednak podzielona na strefy, które określają przede wszystkim jak wysoko możemy się wzbić. Jeżeli latamy w różnych miastach to ciężko jest ogarniać wszystkie normy więc z pomocą przychodzi aplikacja Drone Radar, w której możemy sprawdzić obowiązujące przepisy dla danej lokalizacji. Mapa jest podzielona na strefy i automatycznie pokazuję nam zasady lotu w miejscu w którym aktualnie się znajdujemy. Jest to niezbędne narzędzie dla każdego początkującego droniarza. Oprócz tego istnieje coś takiego jak zdrowy rozsądek, którym powinniśmy się kierować przy każdorazowym odpaleniu drona i tym samym starać się nie wylatywać poza zasięg wzroku czy nie latać nad ludźmi. Jeżeli chodzi o bezpieczeństwo to DJI zaimplementowało w tym dronie czujniki, które wykrywają przeszkody wokół drona. Pokazują nam na podglądzie odległości od nich i nie pozwalają dronowi w nie wlecieć. W większości przypadków działa to sprawnie, jednak nie brakuje w internecie filmów pokazujących jak Mavic Air bezrefleksyjnie wlatuje w drzewo więc nasza orientacja w eksplorowanym terenie jest niezbędna.


Podsumowanie

Czy jestem zadowolony z Mavica Air? Zdecydowanie tak. Dobra jakość zdjęć oraz video i akceptowalny zasięg (po przełączeniu się na FCC) opakowane w kompaktowy rozmiar to coś na co czekałem i czego oczekiwałem. Dron ma swoje słabsze strony jak zdarzające się problemy ze zdjęciami nocnymi, względnie krótki czas na jednej baterii czy problemy z zasięgiem w CE, ale jego gabaryty wszystko rekompensują. W zasadzie to nie spodziewałem się, że będę z niego korzystał tak często. Tak jak wspominałem, jego posiadanie motywuje mnie do eksplorowania nowych, fajnych miejsc i uważam to za jego największą zaletę. Swojego czasu miałem mały zastój jeżeli chodzi o motywacje do fotografowania, a zakup drona pomógł mi go przełamać. Lubię tego malucha za to, że gwarantuje frajdę, daje nowe możliwości i mogę go tak naprawdę zabrać wszędzie bez zastanawiania się czy warto. Czy jest to urządzenie dla wszystkich? Myślę, że nie. Jeżeli nie lubisz robić zdjęć lub nie kręcisz video to wydaje mi się, że będzie to zabawka na kilka dni. Jeśli jednak robisz zdjęcia lub widzisz w nim jakieś zastosowanie dla swojej twórczości to jak najbardziej polecam. Wartym podkreślenia jest też fakt, że jest to raczej amatorskie urządzenie. Mimo zastosowania zaawansowanych komponentów, takie rzeczy jak relatywnie krótki czas na jednej baterii, czy jednak niski zakres ISO powodują że profesjonaliści z pewnością skorzystają z większych dronów takich jak Phantom czy Inspire. Nie mniej, dla mnie kompromis między możliwościami, a rozmiarem w Mavic Air jest idealny.


To teraz to po co tak naprawdę tutaj jesteś. Kto wygra mundial? Nie wiem. (:)) Jeżeli miałbym postawić pieniądze na którąś z drużyn to najzwyczajniej w świecie bym tego nie zrobił. No, ale dobra, jako, że się zapowiedziałem, kogoś muszę wytypować. Francja mi się podobała, ale grała ze słabą wcześniej Argentyną. Belgia wydawała się groźna, ale za bardzo się męczyła z Japonią. Podobnie jak Chorwacja z Danią, już tak nie błyszczeli jak grupie. Urugwaj wygląda solidnie, ale nie widzę w nich wystarczającej jakości żeby wszystko wygrać. Dlatego stawiam na Brazylię, wydaje mi się, że rozkręcają się z meczu na mecz, a Neymar mimo, że irytuje jak nikt inny to jednak ma przebłyski magii, która może okazać się niezbędna w drodze po mistrzostwo.