main

Technology

Google Pixel 2 XL czyli Android w rękach Apple usera

11/06/2018 — 5

FA0E1099-CFBD-417C-9C68-77650CA10A59.jpeg

Czy Pixel jest lepszy od iPhona? Czy Android prześcignął iOS? Czy posiadanie telefonu z Androidem ma sens w ekosystemie Apple? I w końcu, czy Polska wygra Mundial 2018 w Rosji?

Tak się złożyło, że od kilku miesięcy jestem w posiadaniu telefonu Pixel 2 XL od Google. Opisałem swoje wrażenia z jego użytkowania, opierając je na swoich dotychczasowych doświadczeniach związanych z dość długim obcowaniem z telefonami od Apple. Z założenia miała być to zwykła recenzja jednak siłą rzeczy telefon jakiego używałem wcześniej i w którego posiadaniu jestem cały czas czyli iPhone 7 Plus, był podczas powstawania tego tekstu pewnego rodzaju odnośnikiem. Siedzę też dość głęboko w całym ekosystemie Apple więc byłem ciekawy jak w praktyce wypadnie telefon z Androidem w tym środowisku i czy będę w stanie zaakceptować starty wynikające z takiej roszady.

TROCHĘ HISTORII

Moim ostatnim telefonem z Androidem, którego używałem na co dzień był Nexus S więc było to bardzo dawno temu bo około 5 lat. Wtedy mniej więcej kupiłem pierwszego Maca, co jak to często bywa, zaowocowało tym, że rozważając zakup kolejnego urządzenia, patrzyłem przede wszystkim na te wyprodukowane przez Apple. Kupiłem więc iPhona 5, którego 1,5 roku temu wymieniłem na iPhona 7 Plus. W tak zwanym międzyczasie przyszła kolej na iPada Mini, Apple Watcha, AirPodsy, iPada Pro itd. Jak to się więc stało, że wszedłem w posiadanie telefonu od Google? A no tak, że chciałem wymienić swojego Plusa na telefon z obecnej generacji. Na początku naturalnie, byłem mocno zainteresowany iPhonem X i po konferencji Apple byłem przekonany, że to będzie mój kolejny zakup. Rozczarowałem się jednak kiedy mogłem pobawić się nim w sklepie. W porównaniu do Plusa, ekran w X wydał mi się strasznie mały. Niby na papierze jest to 5,8 cala więc w porównania do Plusowego 5,5 wydawało się, że ekran będzie większy. Niestety jest tak tylko w teorii. W praktyce, przez skądinąd, dziwną rozdzielczość ekranu, treści w X są co prawda dłuższe, ale jednak znacznie węższe, przez co wyświetlana zawartość bardziej przypomina tę ze standardowego iPhona. Widać to szczególnie po zdjęciach, te w Plusie są zdecydowanie większe. Kolejna sprawa to osławiony notch. Nie spodziewałem się, ale jednak zdecydowanie nie jestem jego fanem. Przez brak symetrii, telefon jest dla mnie dziwny w odbiorze. Wiem, że jest to mocno wyświechtane, ale naprawdę uważam, że za Jobsa taka konstrukcja telefonu by nie przeszła. Jak wziąłem X’a do ręki po raz pierwszy to odniosłem wrażenie, że trzymam prototyp telefonu, który ze względu na tak odważną i inną konstrukcje nie powinien ujrzeć światła dziennego jako produkt końcowy. W tym momencie notch zdążył już spowszednieć, niemal każdy producent skopiował go też w swoich modelach więc nie razi już tak bardzo. Wiele osób twierdzi też, że z czasem staje się on niewidzialny bo po prostu przestaje się na niego zwracać uwagę. Znam nawet ludzi, którym notch się po prostu podoba. Mnie jednak w połączeniu z wąskim ekranem i wysoką ceną, skutecznie zmotywował do spojrzenia w kierunku konkurencji.

Od zawsze podejrzewałem, że jeżeli skuszę się kiedyś na przerwę od iPhona to zdecyduję się na Pixela. Bardzo spodobało mi się to, że Google w końcu podjęło decyzję żeby wyprodukować własny telefon. Pierwsze recenzje jakie widziałem spowodowały, że zaintrygował mnie on jeszcze bardziej. Cenię sobie płynność działania systemu, a moim zdaniem jeżeli chodzi o Androida to taką gwarantuje tylko Pixel. Po zabawie z Samsungami czy telefonami innych producentów zawsze miałem wrażenie, że coś tam nie gra z optymalizacją. Gównie przez nakładki jakie ci wgrywają na swoje słuchawki. Abstrahując już od tego, że nie spotkałem jeszcze nakładki, która wizualnie by mi się podobała, to zawsze preferowałem czystego Androida, dlatego też, jak już wspomniałem, moim ostatnim telefonem z zielonym robocikiem był Nexus. Sam Pixel zwrócił moją uwagę podczas debiutu pierwszego modelu czyli ok 1,5 roku temu, wtedy jednak zdecydowałem się na iPhona 7 Plus. Urzekł mnie ten rozmiar ekranu i zdecydowałem, że to nie czas na eksperymenty z Androidem. Sytuacja zmieniła się w tym roku kiedy chciałem wymienić telefon, a nie widziałem iPhona dla siebie. O X napisałem już wyżej natomiast 8 Plus wydał mi się zbyt subtelną zmianą. Zrobiłem więc research telefonów z Androidem. Oprócz Pixela 2 XL, który ponownie zbierał dobre recenzje, zainteresowałem się jeszcze Note’m 8. Mimo, że nie jestem fanem OLED’ów Samsunga to ekran w Galaxy Note 8 jest naprawdę świetny. Zdjęcia na nim wyglądają obłędnie. Jednak ponownie nakłada Samsunga skutecznie odepchnęła mnie od tego telefonu. Na placu boju został osamotniony Pixel 2 XL, którego akurat do sprzedaży w Polsce wprowadził x-kom. Kupiłem go i nie rozczarowałem się.


Opisując telefon, samą specyfikację techniczną ograniczyłem do niezbędnego minimum. Suche cyfry zawsze można sprawdzić w innym miejscu, tutaj znajdziesz przede wszystkim moje odczucia i wrażenia z użytkowania tego telefonu.


Konstrukcja

wygląd

Design Pixela jest zdecydowanie bardziej lifestyle’owy (?) niż ten znany z iPhona. Szczególnie model, który wybrałem czyli Panda. Białe plecki i pomarańczowy przycisk power sprawiają, że telefon wygląda oryginalnie i po prostu fajnie. Zarówno wygląd zewnętrzny jak i to co ma w środku powoduje, że jest to produkt spójny jako całość i widać, że Google projektując telefon od samego początku miało taki cel. Cel, który moim zdaniem w pełni udało się zrealizować. Po Pixela sięga się z przyjemnością i jest to zasługa desingu, w pełni tego słowa znaczeniu.

ergonomia

Obudowa telefonu wykonana jest w większości z plastiku więc pierwsze na co zwróciłem uwagę to to iż jest bardzo lekki w porównaniu do iPhona 7 Plus, który jest aluminiowy. Po kilku dniach z Pixelem, iPhone 7 Plus wydaje się wręcz zbyt ciężki, ale jest to kwestia kilku godzin żeby się przestawić. Dla tych, którym włos jeży się na głowie na słowa telefon z plastiku uspokajam, że jest to bardzo solidny materiał. Z dotychczasowego doświadczenia wiem, że jeżeli chodzi o plastik to… jest plastik i plastik. Ten pierwszy trzeszczy, ugina się i sprawia wrażenie taniego. Ten drugi natomiast jest twardy, solidny i nie zwraca na siebie uwagi. Na szczęście Pixel należy do tej drugiej grupy, materiał jest bardzo dobrej jakości, do tej pory wzbraniałem się przed tak skonstruowanymi telefonami, a teraz nawet się z nim polubiłem. Fakt użycia plastiku sprawia też, że jak jest bardzo zimno to Pixel jest przyjemniejszy podczas pierwszego kontaktu ponieważ najzwyczajniej w świecie nie jest tak zimny jak aluminium, które opatula nieużywany telefon. Jeżeli jednak mógłbym wybierać to, ze względu na mojego wewnętrznego snoba, który preferuje urządzenia premium, zdecydowałbym się na aluminium. Samym kształtem telefon przypomina iPhona 7 Plus, jest nieznacznie węższy co sprawia, że moim zdaniem trochę lepiej leży w dłoni. Tylni aparat nie wystaje tak bardzo jak w iPhonie dzięki czemu można spokojnie z niego korzystać kiedy ten leży i nie martwić się o to, że telefon chybocze na boki. Touch ID jest usytuowany na plecach co ma swoje wady i zalety. Wada jest taka, że nie można z niego skorzystać kiedy ten leży i albo trzeba go podnieść albo zmusić się do wpisania kodu pin. Zaletą natomiast jest to, że przez to, że nie ma go z przodu, ekran rzecz jasna może zająć więcej miejsca. Ponadto, można tak wkładać telefon do kieszeni żeby sięgając po niego ręką, palec od razu ustawić na Touch ID, co jest całkiem naturalne i dzięki czemu telefon praktycznie od razu jest odblokowany. Samo Touch ID działa bardzo szybko, odniosłem wrażenie, że szybciej niż w iPhonie i co najważniejsze nie myli się.

ekran

Całe szczęście nie trafiłem na wadliwy egzemplarz jeżeli chodzi o ekran, a z tego co można znaleźć w internecie, nie trudno o taki. Mam na myśli kąty widzenia, w filmach na YT można znaleźć egzemplarze, które wystarczy nieznacznie przechylić i patrząc na niego pod lekkim kątem ekran robi się niebieski. U siebie nie zaobserwowałem tego problemu. Mimo tego mam w stosunku do niego ambiwalentny stosunek. Z jednej strony nasycenie kolorów jest znacznie większe niż w iPhonach (przynajmniej tych z ekranem LCD), z drugiej jednak wydaje mi się, że jeżeli chodzi o same zdjęcia to wole obraz generowany przez iPhona. Pixel moim zdaniem za bardzo przekłamuje kolory i zdjęcia na nim wyglądają mniej naturalnie, czasem przez to zdecydowanie bardziej efektownie, jednak ja wole kolory, które są bliższe rzeczywistości. Jeżeli miałbym wybrać jeden telefon, na którym będę przerabiać zdjęcia to bez zastanowienia sięgnąłbym po iPhona. Raz, że generowany obraz bardziej do mnie przemawia, dwa (co już nie dotyczy samego ekranu) Ligtroom, czyli dla mnie aplikacja pierwszego wyboru do takich zadań, jest beznadziejnie zoptymalizowana na Androidzie co rozwinąłem w osobnym podrozdziale.

Odchodząc jednak od zdjęć i skupiając się na innych wyświetlanych treściach, Pixel moim zdaniem przoduje. Lepiej wyglądają na nim same strony internetowe i treści wyświetlane w aplikacjach. Wszystko przez to, że czerń jest zdecydowanie bardziej głęboka i po prostu czarna. Tekst, który najczęściej jest właśnie w tym kolorze jest dużo bardziej czytelny. Kiedy po dłuższym czasie spędzonym z Pixelem, sięgam po iPhona, ta różnica jest wręcz rażąca. Tekst na iPhonie wydaje się sprany i jest zdecydowanie mniej wyraźny. Zaznaczam jednak, że porównuje go do swojego iPhona czyli 7 Plus. W X, ekran jest w technologii OLED więc ten problem nie istnieje.

Jeżeli chodzi o fizyczny aspekt ekranu to ten w Pixelu 2 jest dłuższy. O ile przy zabawie takimi telefonami w sklepie odnosiłem wrażenie, że ta dodatkowa przestrzeń na dole jest raczej mało istotna, o tyle jak już się do niej przyzwyczaiłem to brakowało mi jej w iPhonie. Kolejna sprawa to zaokrąglone rogi ekranu. Nie byłem fanem takiego rozwiązania, jednak bardzo szybko się do tego przyzwyczaiłem i z biegiem czasu stwierdzam nawet, że wygląda to efektownie.

bateria

Jak to zazwyczaj bywa w pierwszych dniach od zakupu, telefon był przeze mnie często i długi eksploatowany. Musiałem w końcu skonfigurować go pod siebie, zainstalować aplikacje, sprawdzić i przetestować wszystkie możliwości. Można więc powiedzieć, że spędzałem z nim wtedy więcej czasu niż Cristiano Ronaldo przed lustrem. W takim trybie bateria ledwo wystarczała do końca dnia i zdarzało się, że wracając do domu po pracy, musiałem ją podładowywać. Sytuacja jednak ustabilizowała się po kilkunastu dniach kiedy wszedłem w tryb normalnego używania telefonu, czyli wtedy kiedy faktycznie go potrzebowałem. Bateria zaczęła spokojnie wystarczać na cały dzień i kiedy szedłem spać wskaźnik pokazywał 20-30% czyli bardzo podobnie jak w iPhonie 7 plus.

Głośniki

Głośniki grają bardzo dobrze jak na telefon. Umiejscowione są po dwóch stronach – na górze i na dole słuchawki, co jest dużym plusem. Są dość głośne, a jakość jest wystarczająca żeby od czasu do czasu obejrzeć coś na YT czy nawet posłuchać muzyki kiedy nie ma w pobliżu lepszej alternatywy. Konkurując jednak z iPhonem 7 Plus, ustępuję mu nieco pola. Dźwięk z iPhona jest trochę barwniejszy i ma przede wszystkim głębszy bas. Jednak iPhone w tym względzie to najwyższa półka, a Pixel ustępuje mu nieznacznie.


UWAGA: telefon nie posiada wejścia mini-jack, z którego w iPhonach zrezygnowano kilka lat temu i z czym niektórzy do dzisiaj nie mogą się pogodzić. Czasem mam wrażenie, że ktoś płaci ludziom, za te reakcje bo nie jestem w stanie sobie wyobrazić innego powodu tak skrajnych emocji związanych z dziurą w telefonie lub jej braku. Jak nie ma mini-jacka to trzeba, korzystać ze słuchawek bluetooth, które są już bardzo tanie, a jak się takich słuchawek nie posiada, to trzeba, o zgrozo, skorzystać z przejściówki, która dodawana jest do każdego telefonu bez tego wejścia. Take it easy people.


System

Android

Tak jak pisałem na wstępie, mój rozbrat z Androidem trwał bardzo długo. W czasach kiedy go używałem, system uważany był za dziurawy, wolny i źle zoptymalizowany. Bardzo daleko było mu do stabilnego iOSa, który obiektywnie rzecz biorąc był po prostu lepszy pod niemal każdym względem. Android od tego czasu przeszedł bardzo długą drogę. Co prawda, nieraz trafiałem na opinie, że pod wieloma względami zdążył już prześcignąć system operacyjny Apple’a, jednak mimo wszystko patrzyłem na to z dystansem i do tej pory nie miałem sposobności żeby przekonać się o tym samemu.

Ku mojemu zdziwieniu, jak dorwałem pierwszy raz Pixela, odniosłem wrażenie, że system na nim jest po prostu szybszy od iOSa. Animacje są krótsze i nie ma żadnych opóźnień przez co wydaje się, że wszystko co robię po prostu płynie. Aplikacje nie crashują się, co kiedyś było znakiem firmowym Androida, a wirtualne przyciski systemowe powodują, że nawigacja jest jeszcze sprawniejsza. Sam system jest bardzo spójny i przemyślany. Tak naprawdę, jeżeli chodzi o pracę jaką Google wykonało optymalizując system, nie mam się do czego przyczepić, a korzystanie z tego telefonu daję pewnego rodzaju frajdę i po prostu lubię po niego sięgać.

Android kryje w sobie kilka fajnych smaczków, które na co dzień usprawniają i uprzyjemniają korzystanie z telefonu, a których brakuje w iOS. Funkcja Always On sprawdza się bardzo dobrze w praktyce, wystarczy na telefon spojrzeć żeby sprawdzić godzinę, datę, budzik na następny dzień czy powiadomienia oznaczone samą ikoną aplikacji, z której pochodzą. Nie wymaga to od nas żadnej interakcji. Double Tap to Wake jest fajnym rozwiązaniem kiedy telefon leży i chcemy szybko zobaczyć jakie dokładnie powiadomienia otrzymaliśmy. Split View umożliwia otwarcie jednocześnie dwóch aplikacji. Osobiście uważam, że mimo wszystko ekran 5.8 jest zbyt mały żeby korzystać z tego w sposób wygodny, jednak kilka razy zdarzyło mi się go włączyć kiedy chociażby chciałem obejrzeć film na YT i w tym samym czasie odpisać na jakiegoś maila. Dzięki temu, że w przeciwieństwie do iOS, na pulpitach mogę ustawić ikony aplikacji w dowolnym miejscu, czuje się bardziej jak u siebie i mam je ułożone w sposób, dla mnie, bardziej intuicyjny. Kolejna, nieco dziwna rzecz na jaką zwróciłem uwagę to sposób scrollowania treści w aplikacjach czyli czynność, którą wykonujemy niemal non stop. Cały czas odnoszę wrażenie, że przez szybkość i rodzaj animacji, która pod koniec mocno zwalnia i „skleja” treść, scrollowanie jest przyjemniejsze i płynniejsze niż w iOS. Ekran jakby bardziej słucha naszego palca i gestu jaki wykonujemy. Jak wracam do iPhona to scrollowanie wydaje mi się jakieś oporne i ociężałe.

Kolejna rzecz, telefon zapamiętuje naszą lokalizację dzięki czemu wie, że codziennie rano o podobnej porze wyjeżdżam do pracy. Gdy zbliża się odpowiednia godzina, na głównym ekranie zamiast daty, wyświetlany jest czas w jakim dojadę do miejsca docelowego, a po tapnięciu w niego jestem od razu przekierowywany do nawigacji Google Maps. Jak zobaczyłem pierwszy raz klawiaturę od Google, która nie ma wydzielonych klawiszy byłem przekonany, że będzie mi się na niej źle pisać. Ku mojemu zdziwieniu piszę na niej szybciej i robię mniej błędów niż na klawiaturze iOS. Podczas pisania, nad klawiaturą wyświetlają się sugerowane słowa, które docelowo chcemy wystukać, wystarczy wtedy wybrać to odpowiednie, oszczędzając trochę czasu na całe jego wpisywanie. Funkcja nazywa się predykcja i w iOS jest niedostępna dla języka polskiego. Świetnie działa też autokorekta, z której do tej pory nigdy nie korzystałem bo często wydawała mi się upierdliwa, zmieniając słowa, które faktycznie chciałem napisać. Klawiatura jednak szybko się uczy i samo ewentualne cofnięcie zmiany odbywa się wygodniej niż na iOS. Dobieranie słów też jest dużo skuteczniejsze, na iOS przy autokorekcie często muszę wracać do wpisanego słowa bo system nie dodał na przykład polskiego znaku, w klawiaturze Google zdarza się to zdecydowanie rzadziej. Google Keyboard można zainstalować na iPhonie, ale jeżeli chodzi o tak podstawowe rzeczy to zawsze preferowałem rozwiązania natywne i nigdy nie zdecydowałem się nawet jej przetestować. Bardzo ważną cechą Pixeli jest to, że otrzymują one, jako pierwsze na rynku aktualizacje systemu i otrzymują je bardzo często. Dzięki temu mamy pewność, że zawsze mamy najnowszą wersję Androida, przez co możemy cieszyć się nowinkami, które Google implementuje oraz co równie ważne, nasz telefon posiada najnowsze łatki bezpieczeństwa. Sama aktualizacja przebiega bardzo szybko, Pixel, jeżeli ta jest dostępna, pobiera ją automatycznie w tle, Kiedy jest gotowa do instalacji dostajemy na telefon powiadomienie, wtedy wystarczy telefon zrestartować i gotowe. Na iOS cały proces jest zdecydowanie bardziej inwazyjny i dłużej trwa. Fajne jest to, że niektóre elementy systemu dopasowują się kolorystycznie do tapety więc jak ustawimy sobie ciemną, to automatycznie włączymy coś na wzór dark mode.

Minusem jest na pewno tryb nocny, który tak jak w iPhonie możemy ustawić na odpowiednią godzinę. Ekran w sposób mało dyskretny robi się mocno pomarańczowo-różowy i przez pierwsze minuty, zanim nasze oczy się przyzwyczają, wygląda bardzo nienaturalnie. Zdecydowanie lepiej działa to w iOS. Trochę brakuje mi ciągle gestu wstecz, który wydaje się bardziej intuicyjny niż wirtualny przycisk. Same przyciski o ile, na pewno są funkcjonalne, to jednak zajmują część ekranu przez co wyświetlana treść jest często mniejsza niż mogłaby być. Niektórzy deweloperzy próbują zminimalizować szkody zeń wynikające, rezygnując z czarnego ich tła. Z racji tego, że wyświetlacz jest duży i czasem ciężko obsłużyć go jedną ręką to brakuje możliwości ściągnięcia górnej części ekranu znanej z iPhonów z Plusem, z której czasami korzystałem. Brakuje też trochę Force Touch, o ile jeżeli chodzi o standardowe działania, w większości udało się to zastąpić przytrzymaniem palca w odpowiednim miejscu, o tyle jeżeli chodzi o klawiaturę to ciężko było to zastosować i tym samym nie znajdziemy funkcji kursora, który możemy przesunąć w odpowiedni fragment tekstu za co w iOS odpowiada właśnie Force Touch i czasem jest to bardzo pomocne.

Powiadomienia

Powiadomienia to obecnie zdecydowanie największa przewaga Androida nad iOS. System powiadomień jest taki jaki być powinien. Notyfikacje grupują się, co jest ogromnym ułatwieniem. Żeby to jak najlepiej zobrazować, jak dostajemy sto lajków na Instagramie, to w iOS mamy… sto powiadomień, a w Androidzie jedno. Dzięki temu na belce panuje porządek. Ponadto, w zdecydowanej większości powiadomienia te są interaktywne. Nie dość, że możemy je rozwinąć, jeżeli powiadomienie składa się z kilku, to bardzo często z pozycji samej belki możemy wykonać pożądaną akcję. Przykładowo, jak dostaję maila, a korzystam z aplikacji inbox, to bez jej otwierania, mogę na tego maila odpowiedzieć lub zaplanować go na później, mogę oczywiście również zaznaczyć go jako „gotowego”. Podobnie jest w Messengerze, na wiadomość mogę odpisać bez otwierania aplikacji, lub jeżeli nie chce otrzymywać powiadomień w danej konwersacji, od razu ją wyciszyć na odpowiedni czas. Prosto z belki możemy również wejść w ustawienia danej aplikacji i zmienić lub całkowicie wyłączyć wybrany rodzaj powiadomienia. Sam design notyfikacji jakoś bardziej do mnie przemawia niż ten znany z iOS, jest on tak skonstruowany, że sprawia wrażenie bardziej czytelnego i uporządkowanego.

Apple w tym względnie ma naprawdę bardzo dużo do nadrobienia. Bardzo dziwi mnie dotychczasowa ignorancja tego elementu bo z powiadomień korzysta się przecież non stop. Za każdym razem jak wyciągamy telefon, pierwsze co widzimy to powiadomienia. W iPhonie na dzień dobry widzimy więc odpychający bałagan.


Update: W poprzednim tygodniu było WWDC Apple, na którym między innymi przedstawiono redesign powiadomień i funkcje ich grupowania. O tym, jak pożądana jest to funkcja świadczyła fala entuzjazmu, którą wywołał Craig swoim ogłoszeniem. Tak wiem, że entuzjazm na tej konferencji wywołuje co drugie zdanie prowadzącego, ale ten entuzjazm był bardziej entuzjastyczny niż pozostałe entuzjazmy. Odniosłem nawet wrażenie, że był to najbardziej entuzjastyczny entuzjazm podczas całej konferencji.


Google Pay

Póki nie ma Apple Pay (a na szczęście ma się pojawić na dniach), dzięki Googlowi mogłem zobaczyć jak to jest płacić telefonem. I jest bardzo fajnie. Proces wygląda tak, że najpierw dodaje się kartę płatniczą do aplikacji, a w sklepie telefon wystarczy jedynie odblokować, przyłożyć do terminala i to wszystko. Przyłożyć trzeba na tyle blisko, że nie musimy bać się o to, że zapłacimy za zakupy Pani Grażyny, która stoi w kolejce przed nami, kiedy my bawimy się telefonem. Historię płatności możemy potem przejrzeć w samej aplikacji, jeżeli mamy kilka kart to każdej karty osobno. Całość działa na tyle sprawnie, że zdarzało mi się w ogóle nie brać kart płatniczych kiedy wychodziłem do pracy. Z samą płatnością ani raz nie miałem problemów, nie zauważyłem, też żeby sprzedawca patrzył na mnie jakbym chciał zhakować mu kasę. Google dodatkowo motywuje nas żebyśmy się przyzwyczaili do korzystania z Google Pay za pośrednictwem bonusu w postaci 40 zł do wydania w sklepie Google Play. Premia wypłacana jest za 5 pierwszych płatności za pomocą telefonu czyli można ją otrzymać stosunkowo szybko. Jeżeli komuś mało to za zapraszanie znajomych do korzystania z usługi, jest do zgarnięcia do 400 zł. Dziwię się, że tak mało posiadaczy Anroida korzysta z płatności telefonem. Zakładam, że większość z nich pewnie nie wie o takiej możliwości bądź myśli, że konfiguracja jest bardzo skomplikowana więc coś tutaj poszło nie tak z komunikacją i marketingiem Google. Podejrzewam, że temat stanie się gorący pod koniec czerwca kiedy wejdzie w Polsce Apple Pay i przy okazji tego wydarzenia również Androidowcy będą mieli okazję żeby zainteresować się tym rozwiązaniem.

Google Assistant

Google Assistant nie jest rzecz jasna jeszcze dostępny w naszym ojczystym języku więc jeżeli chcemy z niego korzystać, musimy przełączyć cały telefon na język angielski. Dla nas i tak jest to półśrodek bo jako iż Asystent nie rozpozna polskiego tekstu, nie możemy wykonać najważniejszych rzeczy do których asystent w telefonie mógłby się przydać czyli do nawigowania (nie rozpozna adresu), do dzwonienia (nie rozpozna do kogo chcesz zadzwonić) czy do pisania smsów (jak wcześniej). Możemy sobie z nim jedynie pogadać, jak potrzebujemy jakiejś informacji na szybko czy włączyć muzykę. To z czego korzystałem działało sprawnie, ale nie korzystam z Asystenta w telefonie zbyt często. W domu mam Google Home, który na teraz służy mi przede wszystkim jako odtwarzacz muzyki lub szybki informator. To naprawdę fajna opcja włączyć utwór, przyciszyć, czy zmienić go bez praktycznie żadnej ingerencji w to co robimy, Dzięki niej słucham muzyki zdecydowanie częściej niż wcześniej bo jak wchodzę do salonu to mówię po prostu czego chce posłuchać zamiast włączać głośniki, aplikacje w telefonie itd. Dla nas jako gatunku ludzkiego, jest to w końcu podstawowa i najbardziej naturalna forma komunikacji. W przyszłości pewnie zbuduje w oparciu o Google Home jakieś smart rozwiązania dla domu, ale póki co mam tylko jedną lampę Philips Hue więc nie mogę się wypowiedzieć czy działa to tak jak powinno. Wracając do telefonu tak jak napisałem, nie korzystam z asystenta zbyt często ze względu na ograniczenia językowe, Google zapowiedziało jednak, że rozbuduje go o 30 nowych języków jeszcze w tym roku więc czekam aż to się stanie i w pełni będziemy mogli korzystać z dobrodziejstw tego narzędzia.

Google Lens

Google Lens jest funkcją wbudowaną w Google Asystenta, która poprzez obiektyw w telefonie rozpoznaje dany obiekt i wyświetla informacje o nim. Dla mnie jest to bardziej ciekawostka, która pokazuje do czego można wykorzystać technologię, i którą przede wszystkim można pochwalić się grupie znajomym, wywołując efekt “wow”. Z reguły jednak wiemy na co patrzymy i częściej bardziej intuicyjnym jest wpisanie hasła jakie nas interesuje w wyszukiwarkę jeżeli chcemy poznać o nim więcej informacji. Pixela mam 3 miesiące i funkcja ta okazała się pomocna tylko raz o czym pisałem na Twitterze. Siedząc u babci na święta, ktoś zwrócił uwagę na kwiatek, który leżał na parapecie. Nikt nie wiedział co to za gatunek, ciocia próbowała sobie przypomnieć gdzie go kupiła, ktoś zaczął szukać w wyszukiwarce, ale nic nie przyniosło odpowiedzi. Przypomniałem sobie o Google Lens, zrobiłem zdjęcie i voilà, od razu wyskoczyła nazwa kwiatka i informacje o nim, co zrobiło niemałe wrażenie na zgromadzonych. Zawsze jestem zdania, że lepiej mieć niż nie mieć. Nawet jeżeli ma się coś przydać raz na 3 miesiące to i tak, warto posiadać taką funkcję. Tym bardziej, że działa ona całkiem sprawnie. Może ktoś znajdzie dla niego więcej zastosowań w codziennym życiu niż ja.


Aplikacje

Moim zdaniem jest to wciąż kwestia, w której Android ogląda plecy systemu iOS. Po pierwsze sporo aplikacji, z których bardzo lubię korzystać w iOS, w ogóle nie ma swojej wersji na Androida, a po drugie, jeżeli taka jest, to często jest gorzej zoptymalizowana niż w systemie Apple’a. Dobitnym tego przykładem jest aplikacja Lightroom Mobile, która jest dla mnie jedną z najważniejszych aplikacji w ogóle. Korzystam z niej bardzo często również na innych urządzeniach i ciężko jest mi ją zastąpić czymś innym. W większości przypadków są jednak zadowalające zamienniki aplikacji, z którymi można dobrze żyć.

Z czego korzystam na iOS, a nie ma na Androida:

Tweetbot. Bardzo się do niego przyzwyczaiłem ponieważ mam go na każdym swoim urządzeniu. Lubię jego layout i świetnie sprawdza się synchronizacja timeline’u w iCloud, dzięki której, jeżeli nie chce, to nie jestem do tyłu z żadnymi tweetami. Najlepszy odpowiednik na Androida to chyba apka Flamingo, którą zainstalowałem, ale mimo podobniej funkcjonalności, nie przekonała mnie do siebie. Dlatego na Pixelu najczęściej korzystam z oficjalnej aplikacji Twittera, której kiedyś byłem mocnym przeciwnikiem, ale z czasem stwierdziłem, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Jest w niej więcej statystyk i możliwości, takich jak chociażby ankiety, których Tweetbot nie obsługuje, a sam fakt, że nie wyświetla wszystkich tweetów tylko te sugerowane przez algorytm, pozwala zaoszczędzić dużo czasu. Doszedłem nawet do wniosku, że niejednokrotnie jest to lepszy sposób na przeglądanie Twittera kiedy chce się sprawdzić co tam słychać w świecie i nie ma się 30 minut żeby przescrollować 1000 zaległych tweetów.

Reeder. Jestem chyba pod tym względem trochę ze starej szkoły, ale wciąż korzystam z czytników RSS i jest to dla mnie najwygodniejsza forma przeglądania newsów. Reeder z kolei jest dla mnie najlepszym narzędziem, które pozwala na ich przeglądanie. Aplikacja jest ładna i funkcjonalna, to co najbardziej w niej lubię oprócz designu to automatyczne otwieranie stron w Safari w trybie Reader. Dzięki temu każdy tekst jest schludny i przyjemnie się go konsumuje. Na Androidzie Reedera zastąpiło mi Feedly, ale był to pewnego rodzaju kompromis bo UX nie stoi jednak na takim samym poziomie.

Castro. Moja ulubiona aplikacja do słuchania podcastów. Zawsze miałem problem żeby uporządkować podcasty i odcinki w aplikacji. Korzystając z Overcast czy standardowej aplikacji Apple czułem się nieco zdezorientowany i ciężko mi było ogarnąć co mam przesłuchane i przede wszystkim jak zaplanować to co chce przesłuchać. Castro to wszystko porządkuje dzięki systemie inbox znanym ze skrzynek mailowych. W jednej zakładce mamy wszystkie nowe odcinki subskrybowanych podcastów i z tej listy dwoma tapnięciami możemy przerzucić interesujące nas odcinki do zakładki głównej, gdzie te automatycznie się pobiorą i będą na nas czekać do odsłuchania. Lubię słuchać podcastów i robię to często, a dzięki tej aplikacji udało mi się nad nimi zapanować. Na Androidzie korzystam z Pocketcast, która ma w sobie namiastkę pomysłu Castro, ale jest jednak zdecydowanie mniej intuicyjna.

Clear. Bardzo prosta i funkcjonalna aplikacja do zapisywania krótkich zadań. Jest oczywiście sporo podobnych na Androida, jednak z żadną nie polubiłem się tak jak z Clear.

Bear. Ładna i fajna aplikacja do tworzenia notatek lub tworzenia większych tekstów ze względu na wsparcie funkcji markdown. Na Androidzie do notatek jest np Evernote, z kórego de facto korzystam również na iOS.

Ulysses. Aplikacja, w której powstaje ten tekst. Korzystam z niej od niedawna bo do tej pory nie potrzebowałem tak rozbudowanego narzędzia do pisania, jednak od samego początku znalazłem z nią wspólny język. Oczywiście korzystam z niej głównie na iPadzie, ale fajną opcją jest mieć napisane teksty zawsze przy sobie na iPhonie i możliwość dopisania czegoś w razie napadu weny czy też przeczytania spłodzonego tekstu w wolnym czasie, w celu weryfikacji i korekty. Najlepszą alternatywą na Androida jest chyba iA writer, który pojawił się na tej platformie stosunkowo niedawno. Jednak nie korzystałem z niej z tego względu na to, że telefon głównym narzędziem do pisania tesktów raczej nie jest, a tabletu z Androidem nie posiadam.

Gladys. Aplikacja z kategorii shelf, czyli schowek gdzie możemy zapisać niemal wszystko na później. Podobnie jak wyżej, korzystam z niej głównie na iPadzie, a aplikacja na iPhonie służy przede wszystkim do podglądu. Chociaż również zdarzyło mi się i na niej zapisać tweeta, link czy kawałek tekstu na późniejszy użytek.

iThoghts. Moja ulubiona aplikacja do tworzenia map myśli. Robię to zdecydowanie zbyt rzadko, ale kilkukrotnie sposób ten okazał się bardzo pomocy w uporządkowaniu większych projektów takich jak stworzenie tego bloga, czy ogarnięcie nowego mieszkania. Aplikacja jest bardzo rozbudowana, ale jednocześnie intuicyjna dzięki czemu mimo wielu dostępnych funkcji, stosunkowo szybko nauczyłem się jej obsługi. Znowu, zdecydowaną większość map tworzę na iPadzie, jednak nieraz zdarzało mi się dopisywać coś na iPhonie kiedy naszedł mnie jakiś pomysł. Wiem, że na Androidzie są odpowiedniki jak Mindly czy MindMeister, jednak nie testowałem ich.

Camera+. Aplikacja jakiej używam do robienia zdjęć. Umożliwia robienie ich w formacie dng., czyli takim, który zapisuje zdecydowanie więcej danych dzięki czemu mamy więcej możliwości w postprodukcji. Ponadto ręcznie mogę ustawić takie parametry jak iso czy shutter speed więc mam większą kontrolę nad tym jakie zdjęcie powstanie. W tym wypadku na Androidzie jest bardzo dużo zamienników w postaci chociażby Camera FV-5 czy Camera FX więc ze znalezieniem alternatywy nikt nie powinien mieć problemów.

Luma Fusion. Aplikacja do montażu video, którą używam na iPadzie. Na iPhonie jest, a na Androidzie niestety nie.

Apollo. Moja ulubiona apka do przeglądania Reddita. Na Androida jest fajny Boost więc nie ma co płakać.

Money Pro. Aplikacja do zarządzania domowym budżetem i zarządzaniem wydatkami. Money Pro jest jest dostępny na Androida jednak nie ma niestety możliwości synchronizacji z urządzeniami z iOS co mocno komplikuje sprawę. Można zrobić jedynie backup danych i wczytać go w odpowiednim urządzeniu, ale to zdecydowanie nie załatwia sprawy.

Zdrowie, Aktywność, Watch. Aplikacji zdrowotnych od Apple oczywiście nie uświadczymy na Androidzie. Podobnie jak tej do obsługi Apple Watcha. Android najzwyczajniej w świecie się z nim nie łączy. Z racji noszenia tego urządzenia codziennie na ręku, jest to dla mnie duży minus. Posiadając Androida na stałe, musiałbym całe zaplecze do zbierania i pokazywania danych zorganizować sobie na nowo. Oczywiście jest to możliwe, ale po zrobieniu researchu, nie widzę w tym momencie smart zegarka, który mógłby konkurować z Apple Watchem. Tym bardziej, że wydaje się iż Google traktował do tej pory Wear OS (dawniej Android Wear) po macoszemu. Może zmiana nazwy sygnalizuje jakiś zwrot akcji w tym względzie. Co prawda na rynku jest bardzo dobry Gear s3 od Samsunga, ale ten pracuje w systemie Tizen, przez co dobrze działa z telefonami od Samsunga, ale łącząc się z Pixelem traci część funkcji.

To tyle jeżeli chodzi o te najważniejsze aplikacje, z których korzystam na co dzień. Wciąż uważam, że na iOS jest więcej rozbudowanych i lepiej zoptymalizowanych aplikacji niż na Androida. Jednak jest pod tym względem co raz lepiej i w tym momencie nie ma chyba aplikacji, której nie dało by się lepiej lub gorzej zastąpić. Najwięcej problemów pojawia się przez to, że korzystam z iPada, który siłą rzeczy najlepiej synchronizuje się z iPhonem. Jeżeli nie jesteś w ekosystemie Apple to na pewno dobór aplikacji będzie łatwiejszy.


Aparat

Aparat w Pixelach to ich wizytówka, od momentu debiutu pierwszych modeli. Zawsze zaraz po premierze zajmują one pierwsze miejsca w rankingu DxOMark, który w jest pewnego rodzaju odnośnikiem jeżeli chodzi o aparaty mobilne. Zdjęcia w Pixelu 2 XL wyglądają bardzo dobrze i efektownie nawet bez żadnej obróbki, a to wszystko dzięki dobrej specyfikacji i konstrukcji samej soczewki jak i trybowi HDR+, który to od razu nakłada własny filtr na zdjęcie. Generalnie i tak jestem zdania, że od jakiegoś czasu skok jakościowy aparatów w telefonach i wykonywanych zdjęć w normalnych warunkach oświetleniowych to już powolna ewolucja. Prawdziwej rewolucji dawno nie mieliśmy i pewnie mieć nie będziemy. Znam osoby, które robią świetne zdjęcia nawet iPhonem 5s, czyli generacją sprzed kilku lat i jeżeli chcemy od czasu do czasu wrzucić jakieś zdjęcie na Instagram czy wysłać coś do znajomego to naprawdę nie potrzebujemy telefonu najnowszej generacji, a sam fakt jego posiadania nie robi z nas pro fotografów. Jest to jednak temat na osobny wpis. Wracając do Pixela, to zaczyna on przede wszystkim lśnić w nocy, w złych warunkach oświetleniowych. Pamiętam jak bardzo zdziwiony byłem jak zrobiłem pierwsze nocne zdjęcie i zobaczyłem co ten telefon wygenerował. Nie wiem na ile to zasługa specyfikacji technicznej aparatu, a na ile algorytmów przerabiających zdjęcie zaraz po jego zrobieniu i w sumie jest to mało istotne, najważniejsze jest to, że ostateczny efekt jest naprawdę piorunujący. Pixel 2 XL robi zdecydowanie lepsze zdjęcie w nocy bez statywu w trybie automatycznym niż mój wysłużony Fuji x100s może wyciągnąć na manualu. Ma on co prawda już trochę lat, ale jest to jednak pełnoprawny aparat, który swojego czasu zbierał świetne recenzje, który cały czas kosztuje ponad 3000 zł i z którego korzystam do dzisiaj. Jeżeli więc ktoś lubi robić zdjęcia przede wszystkim w nocy i w złych warunkach oświetleniowych to Pixel 2 będzie słusznym wyborem. Warto będzie się też zainteresować nowym Huawai P20 PRO, którym nie miałem okazji się pobawić, ale który robi podobno równie dobre, a według niektórych recenzji nawet lepsze zdjęcia w nocy niż Pixel.

Zdjęcia prezentowane w tym rozdziale są prosto z telefonu, bez żadnego retuszu.

Telefon od Google umożliwia również robienie zdjęć portretowych, które wprowadziło i spopularyzowało Apple w iPhonach. Tryb portretowy to nic innego jak softwerowe rozmazanie tła fotografowanego obiektu. Przypomina to efekt uzyskiwany w lustrzankach i wygląda bardzo efektownie. W Pixelu działa to bardzo dobrze i Google tym samym nieco zawstydził Apple ponieważ iPhone do uzyskania takiego efektu potrzebuje dwóch kamer, a Pixel ma tylko jedną. Co więcej celność rozmazania jest lepsza niż w iPhonach z Plusem. Google ten sam algorytm wykorzystał w przedniej kamerze dzięki czemu tryb portretowy działa też na niej. Ma to sens bo przecież Selfie robimy jednak tą kamerą. O ile jakość samych zdjęć stoi tutaj na bardzo wysokim poziomie, o tyle moim zdaniem Pixel przesadza z renderowaniem zdjęć w tym trybie, co w przypadku fotografowania twarzy nie wygląda naturalnie. Mam wrażenie, że dotyczy to szczególnie tryby portretowego, jednak Google często ogólnie przesadza z renderem robionych zdjęć. Dla mnie jest to minus bo wole sobie przerobić zdjęcie sam korzystając z aplikacji zewnętrznych, dla innych będzie to plus bo nie każdy bawi się przecież w obróbkę.

Dla tych którzy lubią robić dużo zdjęć i brakuje im miejsca na dyskach fizycznych czy w chmurach fajnym bonusem będzie to, że Google dla nabywców tego telefonu daje nielimitowaną przestrzeń na oryginalny rozmiar zdjęć do 2020 roku. Nie wiem co się stanie później, ale zakładam, że Google tych zdjęć jednak nie usunie. Dla tych co Pixela nie mają, a chcieliby trzymać oryginalne zdjęcia w Google Photos, 1 TB kosztuje u nas 46,99 zł miesięcznie więc nie jest to mały wydatek. Jest darmowa opcja nielimitowanego backupu zdjęć, ale wtedy na serwerach nie są trzymane oryginały tylko zdjęcia w niższej rozdzielczości, a co za tym idzie jakości. Dla tych co robią zdjęcia okazjonalnie i nie zależy im na możliwe najlepszej jakości zjdęc jest to na pewno bardzo fajna opcja, dla tych jednak co bawią się w fotografie bardziej na poważnie zdecydowanie odpada.

Lightroom

Tak jak już wspominałem, Lightroom Mobile to dla mnie ważna aplikacja z której korzystam zarówno na telefonie jak i iPadzie. Cenię sobie ją zarówno ze względu na rozbudowane możliwości edycji jak i łatwość obsługi. Zabawę z Lightroom’em zacząłem kilka lat temu na Macu więc byłem w niej obeznany. Kiedy bodajże, w tamtym roku wyszła na iOS rozbudowana aktualizacja aplikacji, pozwalająca zrobić na telefonie niemal to samo co na komputerze to z marszu stała się ona moją aplikacją pierwszego wyboru do przerabiania zdjęć również na iPhonie, a potem iPadzie. Możliwość zrobienia zdjęcia i natychmiastowej obróbki na poziomie jaką do tej pory gwarantowała tylko edycja na komputerze to było coś co od razu mnie kupiło, a dzięki temu, że znałem już możliwości i system działania Lightroom’a, czułem się jak u siebie w domu. Na iOS aplikacja jest tak zoptymalizowana, że aż przyjemnie się w niej pracuje. Niestety, odczucia w stosunku do wersji na Androida mam zgoła odmienne. Przyzwyczajony do tego, że wszystko chodzi płynnie, mocno rozczarowałem się kiedy odpaliłem tę samą aplikację w Pixelu. Suwaki, które są podstawą pracy w Lightroom’ie chodzą opornie, trudno jest „chwycić” kółeczko, które jest odpowiedzialne za ustawienie parametrów, a ustawienie krzywych i wycelowanie w pożądane miejsce to katorga. Dlatego, że mam wykupioną subskrypcję pakietu fotograficznego Adobe i, że jestem tak przyzwyczajony do Lightroom’a, nie chciałem eksperymentować i uczyć się innych aplikacji do edycji. W konsekwencji zaowocowało to tym, że robiłem Pixelem mniej zdjęć niż robiłbym gdyby Lightroom chodził tak jak powinien. Same zdjęcia, kiedy pobierane są z Clouda Adobe, strasznie długo się wczytują. W iOS niemal nie odczuwałem tego kiedy zdjęcie było fizycznie na dysku, a kiedy musiało zostać pobrane z chmury. Kolejna kwestia to kulejąca synchronizacja między Pixelem, a iPadem/iPhonem. Kiedy ukończyłem edycję zdjęcia w iOS i chciałem je otworzyć na Androidzie, to zdjęcie to, nie dość, że wczytywało się bardzo długo, to po kilku chwilach niejednokrotnie wracało do stanu sprzed edycji. Jeżeli dodamy do tego, że nie zawsze przemawiają do mnie kolory generowane przez ekran Pixela szczególnie w kontekście zdjęć, dojdziemy do wniosku, że pomimo iż ten telefon posiada naprawdę świetny aparat to biorąc pod uwagę „cały obrazek”, dla mnie osobiście przegrywa walkę z iPhonem 7 Plus, czyli telefonem poprzedniej generacji. Wiem, że jest to mocno kontrowersyjne, ale podkreślam, że jest to moje zdanie, które jest konsekwencją moich dotychczasowych doświadczeń, przyzwyczajeń i workflow, którego nie chciałem zmieniać.

Kiedy w tamtym miesiącu przyszło mi zadecydować, który telefon wezmę na tygodniowy wyjazd majówkowy, zdecydowałem się na iPhona i kwestia zdjęć odegrała tu kluczową rolę. Chciałem mieć możliwość bezstresowego zrobienia zdjęcia, szybkiej obróbki i wrzucenia go chociażby na Instagram. Zdecydowałem się też zostawić iPada w domu więc wszystko co wtedy publikowałem, łącznie ze zdjęciami z drona, edytowałem właśnie na Lightroomie w iPhonie.


Pixel w Środowisku Apple

Apple Watch

Pixel niestety nie jest w stanie połączyć się z zegarkiem od Apple. Apple Watch był więc na moim nadgarstku niemal bezużyteczny. Mogłem jedynie sprawdzić na nim godzinę, datę i kroki przebyte w aktualnym dniu (podgląd na AW nie ma możliwości wyświetlania historii). Trochę szkoda bo Apple otwierając AW na Androida zyskałoby całkiem sporą grupę potencjalnych klientów, jednak jeżeli chodzi o hardware to Apple zawsze zamykało się wokół własnych produktów. Ma to oczywiście bardzo duży sens bo dzięki temu powstało coś takiego jak ekosystem, który poniekąd wymusza zakupy kolejnych urządzeń od tej firmy jeżeli chcemy cieszyć się wszystkimi funkcjami. Dlatego też nie spodziewam się zmiany polityki w tym względzie. Jest jednak jeden mały wyjątek od tej reguły.

AirPods

I są to słuchawki od Apple. W tym wypadku okazało się, że zbyt ryzykownym dla Apple’a byłoby zamknięcie się na innych producentów telefonów oraz urządzeń do odtwarzania muzyki. Słuchawki jednak muszą być uniwersalne i gdyby AirPodsy takie nie były, spora część ich aktualnych nabywców pewnie by się na nie nie zdecydowała. AirPodsy możemy więc połączyć z Pixelem za pomocą Bluetooth. Android jednak systemowo nie jest w stanie obsłużyć ich dodatkowych funkcji, takich jak automatyczna pauza kiedy wyciągniemy jedną słuchawkę z ucha, odtwarzanie kiedy włożymy ją z powrotem, czy też włączenie odpowiedniej czynności poprzez tapnięcie dwa razy w słuchawkę. Nie możemy nawet sprawdzić stanu naładowania samych słuchawek czy też case’a co mogłoby okazać się bardzo uciążliwe. Mogłoby, ponieważ od czego są developerzy? Na Androidzie jest kilka aplikacji, które włączają zarówno dodatkowe funkcje jak i podgląd baterii. Jedną z nich jest AirBattery, z której korzystam. Automatyczna pauza i odtwarzanie działa zaskakująco szybko, w zasadzie to nie zauważyłem różnicy między działaniem tej funkcji na iPhonie i w Pixelu. Możemy również sprawdzić stan naładowania słuchawek na belce powiadomień, kiedy te są połączone z telefonem. Ponadto podobnie jak w przypadku iPhona, kiedy otworzymy case ze słuchawkami na telefonie pokazuje się widget, który informuje nas o stanie naładowania zarówno słuchawek jak i samego case’a. Wszystko działa zaskakująco dobrze, ale nie obyło się bez problemów. Kilka razy zdarzyło mi się że, Pixel zapominał słuchawek i musiałem łączyć je ponownie w parę w ustawieniach BT. Zdarzało się również, że słuchawki grały bardzo cicho, mimo, że miałem ustawioną maksymalna głośność. Pomagał wtedy restart telefonu lub ponowne ich sparowanie. Na szczęście były to sporadyczne przypadki.

 

iPad i Mac

W Pixelu rzecz jasna nie skorzystamy z Conitiuity znanego z iPhona, możemy więc zapomnieć o wysyłaniu SMSów, czy wykonywaniu połączeń z iPada czy Maca, z czego zdarzało mi się skorzystać kiedy telefon leżał z dala ode mnie. Nie skorzystamy również z Handoff czyli możliwości kontynuowania pracy jaką zaczęliśmy na iPhonie, na Macu czy iPadzie. Z funkcji tych nie korzystałem jakoś namiętnie, ale zdarzają się sytuacje kiedy są one pomocne. Jednak największym minusem i tak pozostaje brak Androidowych wersji aplikacji, z których korzystam na iPadzie. Jako, że niema ich na Pixelu, nie mogłem poza domem przeczytać swoich tekstów Ulysses czy sprawdzić map myśli w iThoughts. Poruszając się w obrębie jednego ekosystemu ten problem nie istnieje.


Podsumowanie

Pixel 2 XL to naprawdę świetny telefon, z którym od początku się polubiłem. Największe wrażenie, bezsprzecznie zrobiła na mnie optymalizacja systemu. Dzięki szybkości i płynności wszystkiego co na nim robimy i jednocześnie dobrej ergonomii urządzenia, po telefon sięga się i korzysta z przyjemnością. Kupiłem go z przekonaniem, że po 2 tygodniach zatęsknię za iPhonem i Pixela sprzedam. Przewrotnie okazało się, że Pixel spodobał mi się na tyle, że po tym czasie zacząłem myśleć o pozbyciu się iPhona. Jeżeli wezmę pod uwagę sam telefon, to moim zdaniem na dzień dzisiejszy jest to lepsze urządzenie niż iPhone. Nie sądziłem, że kiedykolwiek to powiem, ale moim zdaniem Android jest obecnie płynniejszym, lepiej zoptymalizowanym i w większym stopniu pozbawionym bugów systemem niż iOS. Z iOS w ostatnim czasie, a szczególnie z pierwszymi aktualizacjami wersji 11 miałem sporo dziwnych problemów i wiem, że nie byłem w tym przypadku odosobniony. Ostatnio udało się już tę sytuację nieco ustabilizować, ale Apple doprowadziło do tego, że kiedy pokazywała się nowa aktualizacja, wolałem poczekać na feedback użytkowników zanim zdecydowałem się ją zainstalować. Ponadto w Androidzie, system powiadomień, który uważam za bardzo ważny element systemu, bije na głowę ten z iOS. Pixel jednak nie jest pozbawiony wad. Ekran mógłby być zdecydowanie lepszy, a optymalizacja niektórych aplikacji wciąż kuleję. Wydaje się, że iOS dla developerów wciąż jest najważniejszym systemem i co za tym idzie znajdziemy na nim więcej ciekawych i rozbudowanych aplikacji. Powyższe wnioski wskazywałyby więc, że zdecydowałem się zachować Pixela, ale tak nie jest, a wszystko przez jedno słowo klucz – ekosystem. Apple jest w tym momencie w tak uprzywilejowanej pozycji, że tak naprawdę nie musi robić najlepszych urządzeń dostępnych na rynku żeby przekonać do nich rzesze klientów. Wystarczy, że ktoś ma kilka urządzeń tej firmy, a sprawy zaczynają się komplikować kiedy w to środowisko wejdzie urządzenie z innym systemem. Brak tych samych aplikacji co na iPadzie i Macu lub gorsza ich synchronizacja i utrata części lub wszystkich funkcji, tak jak w przypadku Apple Watcha, sprawia, że posiadając telefon z Androidem ponosimy zdecydowanie więcej strat niż zysków. Nie mniej, Pixel zaskoczył mnie bardzo pozytywnie, jeżeli ktoś nie jest w takim stopniu okopany w środowisku Apple, na pewno będzie z niego bardzo zadowolony i z czystym sumieniem mogę go polecić. Tym bardziej, że od momentu kiedy ja go kupowałem, ceny zdążyły mocno spaść w dół.


Ps. Jeżeli ktoś naprawdę dobrnął aż tutaj żeby dowiedzieć się czy Polska wygra Mundial w Rosji to już informuje. Polska nie wygra Mundialu w Rosji. Przykro mi. Jak wyjdziemy z grupy to polegniemy w 1/8. Nie mam jednak nic przeciwko żebym akurat w tym przypadku się pomylił :)